Fabryka życia.

   Napisz coś… dalej. Wywal to z siebie. Za dużo tego. Po prostu pisz. Nie przestawaj. Nie zastanawiaj się nad tym w jaki sposób ująć to co chcesz powiedzieć, po prostu pisz. Nie wracaj wzrokiem do poprzedniego zdania, leć przed siebie. Nie oglądaj się.

    Dobra, zróbmy mały eksperyment. Skoro nie jestem w stanie przelać myśli na bloga w sposób w jaki zawsze to robię, na zasadzie ostrożnego dobierania słów dla przyjemności czytelnika, to dzisiaj zrobię to inaczej. Zero zastanawiania się. Wszystko o czym pomyślę, leci na klawiaturę, albo raczej na monitor, kurwa, nie ważne. Wiadomo o co chodzi. Może w ten sposób wreszcie coś przekaże. Jak absurdalnie by to nie brzmiało. Wyrzygam wszystko. Tylko od czego zacząć?

    Czuje się jak gówno. Wszystko mnie wkurwia. Ludzie mnie wkurwiają. Zamieniam się w socjopatę. O ile już od jakiegoś czasu nim nie jestem. Wkurwia mnie cała ta pierdolona bajka którą nawzajem sobie wciskamy z dnia na dzień. Rób tak bo tak musi być, tylko wtedy będziesz szczęśliwy. Nikt mi nie będzie mówił w jaki sposób mam żyć. Prędzej wyzionę ducha tu i teraz w tym pokoju, o tej godzinie niż dam sobie wciskać do łba jakieś bzdury. Chciałbym mieć wreszcie spokój. Prawdziwy spokój. Spokój ducha. Nie mówię o tym żebym nikogo obok siebie nie miał bo wtedy zwariowałbym do reszty. A może już tak jest, nie wiem. Jedyne na co mam teraz ochotę to drzeć mordę na środku ulicy, aż pozrywam sobie struny głosowe. Wyjebać z siebie całą tą akumulowaną nienawiść do świata. Nienawiść akumulowaną przez lata. A potem cisza. Totalna cisza. Żeby mieć czas wszystko na nowo sobie poukładać. Ale nie jest to możliwe, bo wszystko zapierdala dalej. Szybko, do roboty skurwysyny, dalej dalej, pakować te domestosy bo będziecie głodować. Będziecie głodować bo to moja firma i ja wami rządzę a wy nie macie nic do powiedzenia bo ja tak mówię, bo tak zostało to skonstruowane, że wszyscy muszą znać swoje miejsce. Niby wszyscy pierdolą, że na świecie jest porządek. Nie, to nie jest porządek. Jest taki tylko dla ludzi którzy nie muszą się zastanawiać nad tym gdzie będą za rok, jest taki tylko dla ludzi którzy ignorują własne odczucia, celowo czy nie. Tak wiem, generalizowanie jest złe, dobrze zdaje sobie z tego sprawę. Znacie mnie, chyba. Każdy z was wie, że nigdy nie wpierdalam wszystkich do jednego wora ale w momencie kiedy patrzę na to co się tu odpierdala teraz to nie mam wyjścia. Dlaczego ludzie przestali walczyć o swoje marzenia? Co się wam kurwa stało? Nagle wszyscy dostali jakiejś pierdolonej amnezji czy chuj wie czego, że zapomnieli czym jest szczęście? Dobra, jasnowidzem nie jestem i nie wiem czego chce każdy człowiek z osobna, ale <Ściąga bluzę bo zrobiło mu się za gorąco> wystarczy przejrzeć internet, poczytać fora gdzie ludzie dzielą się swoimi przeżyciami, emocjami. Myślałem, że to tylko ja mam taki kibel we łbie przez to wszystko ale nie, to nie prawda. Tak myśli cholernie dużo osób, tym bardziej zastanawia mnie dlaczego wszystko utkwiło w takim punkcie. Zupełnie jakby wszyscy się godzili na to w jaki sposób są dymani. Nie rozumiem. Zwyczajnie tego nie rozumiem.

    W całej tej sytuacji wcale mi nie pomaga fakt, że nauczyłem się szanować swoje własne zdanie. Owszem, ja też mógłbym pewnego dnia stwierdzić od tak, że okey skoro wszyscy są jebani w dupsko to może ja też powinienem i wszyscy będą na równi, wszyscy będą zadowoleni. Nie. To nie ja. Wiem to teraz, gdyby coś mi nagle pewnego dnia odjebało i zacząłbym postępować dokładnie tak jak wszyscy tego chcą, to pożyłbym na tym świecie jeszcze z jakiś rok, góra, a potem gryzłbym trawę. Bo dla mnie to nie jest życie. Każdy z nas jest inny, tak? Każdy z nas jest jakąś indywidualnością. Każdy ma swoje własne wierzenia, własne poglądy, własne wartości, marzenia, lęki, jesteśmy tak cholernie różni. I w tym jest problem… bo ten pierdolony świat który sami sobie stworzyliśmy uczy nas, że wszyscy powinniśmy być tacy sami! A tak nigdy nie będzie, to zwyczajnie niemożliwe. Może gdyby wszystkim ludziom na starcie, natychmiast po porodzie prano mózgi, może wtedy wszyscy byliby tacy sami. Ale wtedy czy można byłoby to nazwać życiem? No chyba kurwa nie do końca. Z ludzi zrobiono by towar. Ziemia stałaby się jedną wielką fabryką. Fabryką życia.

    I gdzieś teraz pośrodku tego całego bałaganu jestem ja. Mały człowiek który próbuje usilnie poukładać swoje własne myśli, swoje życie. Ja też chce być szczęśliwy. Mam do tego prawo tak jak wszyscy powinni mieć. …czekajcie, na pewno mam takie prawo? Sam już kurwa nie wiem! Bo gdy tylko wystawiam swój ryj i zaczynam wyrażać swoją opinię, albo co gorsza działam zgodnie z nią, to nagle wszyscy uznają, że jestem człowiekiem który nie jest warty czegokolwiek. Jak mam postępować żeby wreszcie było dobrze? W jaki sposób mam pogodzić te światy? Swój świat i świat wszystkich dookoła? Da się w ogóle? Zaczynam w to poważnie wątpić. Być może odlecieliśmy już wszyscy za daleko w swoje strony.

     Chciałbym zobaczyć świat w którym każdy człowiek tworzy swoją własną przyszłość bez żadnych przeszkód, bez ograniczeń, bez „norm”. Świat gdzie człowiek jest prawdziwie wolny. Tak, może żyje marzeniami. Raczej na pewno, ale jaki jest inny powód by żyć? Skoro nie marzenia, skoro nie radość, skoro nie miłość i wolność… to co jeszcze pozostaje? No co? Mam żyć bez tego? Z taką pustką we łbie, bez nikogo kto by to zrozumiał? Życie bez tego jest zwyczajnie bezwartościowe. Jeżeli mam żyć wyrzekając się takich podstawowych emocji, podstawowych ale tak cholernie istotnych uczuć, to równie dobrze mogę od razu skoczyć na beton z wieży Eiffla. Znając życie ktoś zwyczajnie by wpadł z mopem, starł mnie z gleby z zajebiście wykrzywioną gębą i słowami „No co za chuj, roboty mi dokłada”. Dlatego też tego nie zrobię. Strata potencjału. Wiem, że jestem w stanie jeszcze coś w tym życiu zrobić. Zabicie się znaczyłoby to samo co poddanie się. A ja się nie poddaje. Nie wtedy kiedy w grę wchodzą moje wierzenia. Za nie jestem gotów walczyć do upadłego. Nawet jeżeli koniec końców to bezcelowe. Może to moje darcie japy w myśl lepszej przyszłości odbije się na kimś, i może będzie się tak odbijać dalej przez wieki aż w końcu ktoś ze znaczącą władzą w rękach postanowi zmienić świat na lepsze. Mogę sobie w to wierzyć. Czy ma to jakieś większe znaczenie? Teraz pewnie nie, ale tak postanowiłem i nie zmienię zdania bo to czyni ze mnie tego kim jestem. To moje poczucie indywidualności. Fakt, że jestem żywy.

   Czasami po prostu jest trudno rozmawiać z ludźmi. Pragnie się rozmawiać z ludźmi im większa jest różnica pomiędzy naszymi poglądami, ale na tym polega paradoks. Im bardziej chcemy rozmawiać z innymi z powodu tych różnic, tym bardziej te osoby nie chcą rozmawiać z nami bo stajemy się dla nich obcy…

     Dobra, koniec tego. Myślę, że zrobiłem co chciałem. Niewiele to pomogło i pewnie nie pomoże więcej. Pogadałem do siebie, tyle musi starczyć. Przejrzę tylko to wszystko jeszcze raz i wypipcze bluzgi bo chyba dużo ich było. Cóż… emocje niosą. Albo nie. Niech zostanie jak jest. Miało być kompletnie szczerze. Moderatorzy, przepraszam, nie banujcie mnie.

Opublikowano Ja, Rzeczywistość | Otagowano | 2 komentarzy

Oddychaj.

   Właśnie przyłapałem się na pewnej obserwacji. Zdałem sobie właśnie sprawę, że nie potrafię już… mówić. Nie potrafię opisywać tego co siedzi mi w głowie. Nie potrafię znaleźć na to odpowiednich słów. Zupełnie jakby moje myśli wykraczały poza sferę ludzkiego zrozumienia.

    Może więc zamiast próbować na siłę ubrać wszystko w słowa, podzielę się utworem który idealnie odzwierciedla moje obecne odczucia względem życia, ludzi i świata.

      Oddychaj.

   Mogę tylko przybliżyć emocje które mi towarzyszą. To coś jakby… powolne schodzenie ze wzgórza. Jest to przyjemne uczucie, ale wypełnione dziwną nostalgią. Zupełnie jakbym tracił połączenie. Już wiem, że pod wieloma względami nie pasuje do tego miejsca, urodziłem się w kompletnie niewłaściwym czasie… a może właśnie o to chodziło? Zawsze zastanawiałem się jakie to uczucie, nie należeć do świata. Być poza nim, obserwować go spoza granic kosmosu. To dziwne, jak bardzo staramy się znaleźć rzeczy które zakotwiczą nas w obecnej rzeczywistości, jak bardzo pragniemy miejsca do którego możemy należeć, nawet jeżeli sprawia nam ból.

     Ja chyba tego instynktu już nie posiadam.

Opublikowano Ja | Skomentuj

„Przyjemność”

    To bardzo dziwny czas w moim życiu. Z każdym dniem coraz bardziej czuje się jak jeden z bohaterów filmu „The Air I Breathe”. Po prostu, zapoznajcie się ze sceną poniżej a potem wyjaśnię dokładnie o co chodzi. (Znajomość angielskiego wymagana)

„Przyjemność” mówi o dyscyplinie.

   Scena ta już od bardzo dawna jest mi bliska, ale za każdym razem gdy do niej wracam odnoszę wrażenie, że rozumiem ją jeszcze lepiej niż wcześniej. Ostatnio, dzieje się dużo rzeczy które mocno nadwyrężają moje nerwy. Powiedziałbym nawet, że było tego zbyt dużo i w pewnym momencie moja psychika tego nie wytrzymała. Coś we mnie uległo zmianie. Teraz czuje się jakbym nie był w stanie odczuwać emocji. Powoli staje się pustą skorupą, człowiekiem bez duszy. W mojej głowie cały czas krążą te same obawy co wcześniej ale teraz towarzyszy temu… cisza. Nie wiem jak to inaczej opisać. No bo jak długo można w kółko doświadczać tych samych porażek, uczuciowych, społecznych, zawodowych, ogólnie życiowych i za każdym razem reagować z taką samą intensywnością? Czuje, że wyczerpały mi się baterie. Zupełnie jakbym przestawał żyć a zamiast tego oglądał film który ma już ustalone zakończenie. Nie ważne co zrobię, każda sytuacja jest już zdeterminowana przez coś nad czym nie mam kontroli, czy dotyczy to ludzi, czy moich osobistych działań. Zawsze gdy zaczynam analizować swoje stosunki z ludźmi czy to co dzieje się dookoła mnie, trafiam w samo sedno i nie ma znaczenia czy mnie to boli czy nie. Jestem zmuszony zaakceptować to w jaki sposób toczy się moje życie nawet pomimo tego jak bardzo staram się posiadać nad wszystkim kontrolę. Zupełnie jak „Przyjemność”, bohater filmu.

     To wszystko pchnęło mnie do podjęcia pewnej decyzji. Postanowiłem się poddać. Postanowiłem z tym nie walczyć. Być może wyzbycie się emocji, możliwości odczuwania czegokolwiek w jakiś sposób mnie „uratuje”. Postanowiłem przeznaczyć całą swoją energię, wszystkie jej zasoby na swoją twórczość. Do tego stopnia, że nic innego nie będzie miało dla mnie znaczenia. Przestaną istnieć inni ludzie, przestanie istnieć świat. Zostanę tylko ja, samotnie skrobiący powierzchnię tabletu twórca drobnych dawek szaleństwa, pokręconej wyobraźni.

     Nie chce też żeby to wszystko co napisałem było rozczytywane jak zapiski człowieka który chce zakończyć swoje życie. Kompletnie nie o to chodzi. Nie jestem smutny. Jestem bardziej… zmęczony. Zmęczony tą nieustanną pogonią za uczuciami, za miłością, za sukcesem, czymkolwiek on jest. Jestem zmęczony ciągłymi porażkami, kolejnymi odrzuceniami, kolejnymi blokadami które stawiam sobie sam swoim wymagającym charakterem. Jestem zmęczony ciągłymi próbami wpisywania się w ideały innych ludzi tylko po to by otrzymać kilka minut pośpiesznego i wątpliwie szczerego przywiązania, bliskości i ciepła. Cały czas potrafię czerpać uciechę z drobnych rzeczy ale gdy zbliża się nocny rutynowy „Przegląd życia” tym razem zamiast krzyczeć jaki to świat jest niesprawiedliwy, otworzę ramiona i pozwolę się tym myślom pożreć, przyjmę je całym sobą, wpuszczę beznamiętnie by przekonać się czy są w stanie doprowadzić mnie do szaleństwa. Może to droga do lepszego poznania samego siebie a może zwykły brak rozwagi i głupota. Niestety, ostatnie wydarzenia dały mi do zrozumienia, że i tak nie ma to większego znaczenia bo nikt poza mną nigdy w pełni tego nie zrozumie. Otwierałem się przed innymi najmocniej jak mogłem, starałem się robić to bez uprzedzeń, ufać, wierzyć, jednocześnie będąc sobą i mieć nadzieje, że to coś zmieni.

Nic się nie zmieniło a mi pozostaje tylko… iść dalej.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

Gdy jedyne co możesz zrobić to… patrzeć.

     Dziś będzie trochę smutniej niż zwykle. Jest kilka rzeczy które siedzą mi w głowię i muszę to poukładać, wypuścić z siebie. Być może znajdzie się tu kilka powtórzeń z poprzednich wpisów ale postaram się nie stworzyć fillera. Wiem doskonale jak bardzo ludzie ich nie lubią.

      –W jaki sposób postępuje z ludźmi?–
    Jakiś czas temu podczas rozmowy z przyjaciółką usłyszałem rzecz która nieznacznie mnie zabolała. Od tamtego momentu czuje potrzebę naprostowania tej sytuacji. Rzecz brzmiała krótko: „Sam się odrzuciłeś.” Chodzi o moje życie samotnika, z czego ono wynika i czy słusznie. Spieszę więc z odpowiedziami.

     Moja natura jest już dla większości bliskich osób znana. Introwertyk z krwi i kości. Niestety o introwertykach krąży dość krzywdząca opinia, że są to ludzie zamknięci w sobie którzy celowo izolują się od ludzi z różnych powodów. Jest w tym ziarenko prawdy ale kryje się za tym więcej i ludzie rzadko kiedy widzą pełny obrazek. Bottom line jest taki… Przebywanie w odosobnieniu a samotność to dwie kompletnie różne rzeczy. Introwertycy potrzebują tej możliwości aby oddzielić się od tłumu bez poczucia winy by ochłonąć. Ekstrawertycy mają nierzadko bardzo duży problem by to zrozumieć. Z ich punktu widzenia wydaje się to być aktem niechęci. Zachodzi tu banalnie prosta logika, „Skoro nie chce przebywać z nami to znaczy, że ma nas gdzieś” i tu powstaje problem. Ekstrawertyk uznaje, że w takim wypadku jakikolwiek związek z introwertykiem nie ma racji bytu i udaje się gdzie indziej w poszukiwaniu ludzi bardziej otwartych. To nic złego, tak po prostu działa ten typ osób. Ekstrawertycy chcą czuć ekscytacje, życie musi się kręcić szybko, z jajem, nowi ludzie, nowe doświadczenia. Introwertyk tego nie potrzebuje by szczęśliwie żyć. Co wcale nie znaczy, że nie potrzebuje on innych ludzi. Ale to są dość oczywiste sprawy, jak to się ma do mojej osoby?

   Odpowiedź jest bardzo prosta. Ja nie próbuje przy sobie zatrzymywać innych bo uznaje to za samolubstwo. Potrzebuje bliskości tak jak wszyscy ale nigdy o tym nie mówię, chyba, że jest naprawdę cholernie źle i jestem bliski załamania. Na przestrzeni swojego życia nauczyłem się obserwować ludzi i na tej podstawie wyciągać wnioski. Wnioski które niemalże zawsze okazują się prawdziwe. Jeżeli znajomość, przyjaźń bądź związek działa w naturalny sposób, bez sztuczności i ze szczerymi emocjami, uczuciami, doceniam to całym sobą i nigdy się od takiej osoby nie odwrócę… ale prawie nigdy nie przyjdę do kogoś sam, zaczepić, tylko po to by zwrócić na siebie czyjąś uwagę. Ma to swoje podstawy. We większości przypadków w których to robiłem kończyło się to totalną ignorancją. Bolało, wyniosłem z tego lekcję i właśnie ta nauka mnie ukształtowała w takiego królika jakim jestem dzisiaj. Króliki to właśnie tacy introwertycy w świecie zwierząt. Nie zapiszczy gdy poczuje się samotnie, zwinie się natomiast w kulkę, położy uszy po sobie i będzie tak siedział, dopóki ktoś nie poświęci mu czasu. Królik tylko w jednej sytuacji wydaje z siebie głos, robi to zawsze w obliczu totalnej paniki, w obawie o własne życie i krzyk ten ponoć zapada w pamięć do końca życia. Taki sposób postępowania ma to do siebie, że kończy się właśnie w takiej sytuacji jak ja. Zostają przy mnie tylko nieliczni, ludzie którzy naprawdę mnie rozumieją i to akceptują. Jeżeli zaczynam za kimś gonić sam, a zdarza się to niewyobrażalnie rzadko, to jest to zawsze oznaka ogromnego przywiązania. Taka osoba po prostu posiada coś w sobie co czyni mnie szczęśliwszym. Przy takiej osobie czuje się pełniejszy, jakby była ona częścią mnie samego i gdy taka osoba się oddala, czuje się paskudnie. Serce każe mi coś z tym zrobić, a rozum tego zabrania. Prawie zawsze w tej walce wygrywa rozum.

     Tak więc, nie, nikogo nie odrzucam. Nie odsuwam się też od innych. Po prostu nie zakładam nikomu na szyi obroży bo każdy jest wolnym człowiekiem, a przynajmniej uważam, że każdy powinien być wolny. Kto chce to usiądzie obok mnie, a inni pójdą dalej.

      –Bezradność–
   Już zapomniałem jakie to uczucie, tak dawno tego nie czułem. Niestety kilka dni temu miałem okazję sobie przypomnieć. Uderzyła znienacka. Deszczowy poranek, wybudzony ze snu, otwieram oczy i jedyne co słyszę to zawodzenie mojego kota. Wstałem więc i to co zobaczyłem natychmiast wypełniło mnie strachem. Miauczał z bólu i nie był w stanie się podnieść. Dopadł go paraliż tylnych kończyn. Jedyne co mógł robić to czołgać się po podłodze i robił to w panice i dezorientacji. Został natychmiast zaniesiony do weterynarza i badania wykazały, że są znikome szanse na jego przeżycie. Uspokoić nie pomogły mu się nawet antybiotyki i środek nasenny. Krzyczał jeszcze przez kilka godzin aż w końcu zasnął w klinice.

     To uczucie, gdy patrzyłem w jego szkliste oczy a on mówił do mnie, prosił mnie żebym mu pomógł a ja jedyne co mogłem zrobić to patrzeć na to przez co przechodzi, to najgorsze uczucie jakiego doświadczyłem w swoim życiu i wiem, że doświadczę go jeszcze nie raz. Bezradność. Chwyta za Twoją twarz i każe Ci chłonąć wszystko, bezlitośnie. Chce wierzyć, że teraz jest mu lepiej. Chce wierzyć, że nam wszystkim jest lepiej gdy stąd odchodzimy.

    Przepraszam, że tym razem dziele się smutkami. Niestety, takie jest życie, przestałem się łudzić, że zawsze jest piękne. Bywa piękne, fascynujące, radosne, ale każdy kij ma dwa końce. Każda moneta ma dwie strony. Z każdą miłością przychodzi nienawiść. Z każdymi narodzinami przychodzi śmierć. My jesteśmy zawsze po środku. Dbajcie o siebie i kochajcie swoje zwierzaki. One zawsze są szczere, prawdziwe w swoich pragnieniach i obawach i zawsze są przy nas gdy to ludzie od nas się oddalają.

Opublikowano Ja, Rzeczywistość | Otagowano , , , , , , | 1 komentarz

//Połączenie//

//Sfera000.561.p0.59.8922; Status łącza – Sygnał niestabilny, aktywny//
…vvCv/*zęsto opuszczała swoje puste mieszkanie i powolnym krokiem wsp|nała się na szczyt wieżowca, zakładając swoją czarną kurtk**_. Zarzucała na głowę kaptur a następnie napierała swym szczupłym ciałem na ciężkie stalowe drzwi z trudem je otwierając. Dotyk chłodnych strug powietrza był dla niej niczym duży kubek mocnej kawy, był motywacją i nagrodą. Stawiała skórzane buty na ośnieżonej powierzchni dachu i wydychając kłęby białego dymu zbliżała się do b*–_;i. Robiła to co noc. Obserwowała życie zatrzymanego w cza_–sie miasta i rozmyślała, zadawała sobie pytania. Gdziekolwiek kierował ją wzrok, widziała mozaikę kolorowych świateł, pojawiających się i znikających. Jej dusza na każdym kroku prowokowana była do dryfowania w wyobraźni. Nie była pewna dlaczego zewnętrzny świat wydawał się jej kompletnie obcy, jakby sklejony z wspomnień innych l*—;;i. W przypływie emocji zaciskała lekko swe wytatuowane dłonie, w geście wyrażenia dyskomfortu. Wiedziała, że nie znajdzie tu odpowiedzi a jednak coś kazało jej wciąż tu wracać. Czekała na moment w którym niebo głośno trz*—;, rozsypie na śpiące miasto kawałki swego szklanego ciała a przez powstałą lukę wtargnie coś znajomego, zapach kwiatów, uczucie ciepła sk*—;;;//Połączenie przerwane — Ponawiam//. . ..*—-;z..kała tak godzinami, drobne kropelki l0du tworzyły si3 na jej pełnych, czekających na pocałunek ustach. Owijając się mocniej przeszytym od mrozu ciuchem zawracała wreszcie w zawiedzeniu. Ociężałymi i zmarzniętymi stopami odgarniała biały puch który zdążył zebrać się na dachu w dość pokaźnej |lości. Po raz kolejny przechodziła przez próg, wślizgiwała się do środka przez uchylone drzwi i z wysiłkiem zatrzaskiwała za sobą. To w tych momentach najbardziej uderzała ją bezradność. Świat wydawał się zawsze tak ogromny, a jednocześnie pusty. Ludzie niemalże nie istnieli, byli tylko drobnymi sylwetkami daleko poniżej, porównywalni wielkością do pikseli na ekranie monitora. Schodząc po błyszczących schodach, zostawiała za sobą drobinki śniegu, ogrzewając jednocześnie swym oddechem drżące dłonie. Po powrocie do ciemnego mieszkania zrzucała swą kurtkę na ziemie, rozbierała się w drodze do łóżka a następnie rzucała się na poduszkę po czym obejmowała ją mocno *-__;ym swoją *-__; ..ej piękne długie wł0sy powoli rozchodz|ły się po smukłym ciele oraz pościeli. Powoli gromadziła w sobie ciepło. Pozwalała swojej duszy ubrać płaszcz i udać się w kolejną podróż. Za każdym razem dalej. Coraz dalej.

//Sfera000.027p0.59.8922; Status łącza – Sygnał stabilny, aktywny//
Od wielu miesięcy wbijał do komputera setki tysięcy linii kodu, w międzyczasie sącząc powoli gorącą kawę. Układał litery i cyfry w nieskończone ciągi poleceń, komunikował się z maszyną, dyskutował z nią. Robił to co noc. Czasem nasłuchiwał też szeptów. Przychodziły do niego w momentach zwątpienia, a tych było wiele. Nieustanne porażki, błędy, wycie syren oznajmiających przeminięcie kolejnych godzin bezowocnej pracy. Podnosił się z krzesła i udawał się w kierunku Okna. Za każdym razem było zamknięte, milczące i chłodne. Zdając sobie sprawę ze swojej bezradności i determinacji, czuł się rozerwany. Okno śmiało się mu w twarz a następnie zbywało milczeniem, wciąż i wciąż. Walił w nie pięściami a ono wciąż było niewzruszone, nie działały groźby, nie działały prośby ani łzy. Wracał więc z posiniaczonymi rękoma na krzesło, zakrywał twarz i gromadził siły. Czekał na kolejne instrukcje. Czekał, na kolejne szepty.
(027)p0.63.9313; Mijały tak kolejne zimne miesiące, przy akompaniamencie drżącego głosu zagubionego mężczyzny. Wrzeszczącego w duszy na znak swojej porażki. Wciąż wstukiwał pozornie niczym nie różniące się równania i komendy. Maszyna odczytywała ten nieustający napływ zer i jedynek, zachodziła w głowę jak długo jeszcze będzie musiała tego szukać. Brudne kawałki rozbitego kubka i przekrwione oczy zdesperowanego naukowca zdawały się opowiadać historię zmierzającej ku końcowi. Świat zastygał w chłodzie niespełnionych nadziei, aż wreszcie, szepty odezwały się po raz ostatni.
-Udało Ci się…
//POŁĄCZENIE NAWIĄZANE – Sfera000.028p0.0.0; Status łącza – Sygnał stabilny, aktywny//
Oślepiający blask wlał się do laboratorium, objął wszystkie urządzenia i rzucił się w ramiona naukowca. W jego czerwonych od płaczu oczach ukazał się najbardziej wyczekiwany moment, wróciła nadzieja, wróciło ciepło. Okno było otwarte.

//Sfera000.561.p1e-; Status łącza – Sygnał zawieszony, aktywny//
Dwie figury skąpane w lodzie, spoglądające sobie głęboko w oczy, zatrzymane w czasie, zgubione we własnym świecie. Obejmujące się teraz i zawsze, od wieków, w towarzystwie zawieszonych w przestrzeni płatków śniegu. Płatków które nigdy nie upadną. Płatków które nigdy się nie odnajdą.

Opublikowano Mówiąc poetycko, Rzeczywistość | Otagowano , , , | Skomentuj

8 osób.

(Ten nawias piszę po zakończeniu całości. Nie miałem kompletnie pomysłu co pisać więc pisałem co wpadło mi do głowy, może się to czytać z trudem ale w ten sposób to co wywalam na monitor jest bardziej realne, prawdziwe…)

   To ten okres kiedy napieprzam paluchami w klawiaturę żeby napisać coś sensownego a następnie po dwóch godzinach usuwam wszystko i idę spać. Z tym wpisem prawdopodobnie będzie tak samo. Nawet nie wiem o czym miałbym pisać ale mimo wszystko spróbuje bo mózg znowu mi wariuje, a żeby tego skurwysyna uspokoić muszę mówić bądź pisać, a nie ma do kogo więc pierdole do siebie.

     Zbyt często zastanawiam się o co w tym wszystkim chodzi, dlaczego nachodzą mnie momenty w których czuje tak gigantyczną potrzebę wywalenia z siebie emocji. Coś się we mnie gotuje, szuka ujścia. Wieczorami jest najgorzej, dlatego, że czasami nie mam zajęcia, siedzę z ryjem w oślepiającym blasku monitora i nic poza tym nie istnieje. Myślicie, że to pomaga uspokoić myśli? Ni chuja. Jestem zbyt świadomy, zawsze, poza momentami w których tego chce jak np. w snach, jak na złość. Ogłupianie się czymkolwiek już na mnie nie działa. Chyba żeby wychlać połówkę na raz, ale wtedy znając moją tolerancje alkoholu obudziłbym się za kilka dni a z mojej pamięci wyleciałoby z 5 lat… a to nie w moim stylu. Alkohol rzecz jasna. Bo zapominam wszystko tak czy owak.

     Zastanawiam się też jak to ze mną jest, czy naprawdę w oczach innych jestem tylko drobiną w oceanie ludzkich ciał. Tak często odbieram to co się dzieje, albo to co się nie dzieje. Tę garstkę osób które znam traktuje jak ratunek. Urosło to do tego stopnia, że właśnie w momentach takich jak teraz, rozmowa dosłownie ratuje moją psychikę. Problem pojawia się wtedy kiedy… nikogo nie ma. Zaczyna się monolog ze samym sobą, a mój zły bliźniak zawsze podsuwa mi do głowy tak posrane pomysły, że szkoda na to słów. Jaki to świat jest zły, ludzie są zjebani, nikt mnie nie kocha, wszyscy chcą mnie wyruchać (nie, nie tak jakbym tego chciał). Tymczasem prawda może i na pewno jest kompletnie inna. W takim nawale myśli kompletnie zapominam o tym, że inni ludzie też mają swoje własne życie i nie mają obowiązku siedzenia jak zombie przy komunikatorze żeby tylko mi odpisywać za każdym razem gdy zaczynam wyć jak bachor który w markecie zgubił matkę. Dobrze, że chociaż teraz gdy to piszę zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę. Mimo wszystko, zamiast takiego męczącego odbijania piłeczki sklejonej z natrętnych myśli wolałbym zwyczajny reset, magiczny guzik na karku który mnie wyłącza. (Który co prawda tam jest ale sam go kurwa nie wcisnę, masaż karku, jak ja za tym cholernie tęsknie). Zdaje się, że zostaje mi tylko przywalenie łbem w ścianę. Jakby nie było sprzęt można resetować na dwa sposoby, a guz zniknie prędzej czy później.

    Znałem dużo osób, to normalne, w czasach szkolnych poznaje się masę ludzi. Kontakt jest nieunikniony. Z niektórymi osobami lepszy, z niektórymi gorszy, tak to działa, jesteśmy zbyt różni żeby zawsze się dogadywać. Mój wynik końcowy, albo raczej na dzień dzisiejszy, jest godny pożałowania. Z tych około 150 osób (co w porównaniu do innych jest i tak bardzo małą liczbą) zostało…. poczekajcie sprawdzę Facebook’a… 8 osób. Utrzymało się przy mnie dokładnie 5,3(3)% ludzi. Nie wliczam w to wszystko rodziny. Co prawda utrzymuje z nimi najczęstszy kontakt, siłą rzeczy, ale nie potrafię znaleźć z nimi wspólnego języka. Zupełnie jakbyśmy żyli w innych światach. Nie jest źle, ale nie jest też super zajebiście kolorowo. Może to różnica wieku, a może poglądów. Znając mnie… no, to poglądy.

       No ale 8 osób? Serio? Pewnie byłoby mniej gdybym do kilku z tych osób sam nie wyciągnął ręki. To każe mi się zastanawiać czy gdybym pozwolił aby wszystko biegło swoim torem, czy ktokolwiek by przy mnie został. Czy jest coś w moim charakterze co aż tak bardzo odpycha ludzi? Może to, że jestem szczery? To, że próbuje pokierować swoim życiem po mojemu? Mamy tylko jedną szansę żeby być szczęśliwymi, tak? To wystarczający powód aby przestać sugerować się zasadami innych ludzi. Przynajmniej dla mnie. …i właśnie, ta chęć zaryzykowania wszystkiego dla kilku chwil prawdziwej radości ma definiować moją samotność? Niby dlaczego? Kto o tym decyduje? Wszędzie naucza się tego, że każdy ma prawo do szczęścia… a w rzeczywistości najwidoczniej jest tak, że niektórym to prawo przysługuje tylko w połowie.

    Chyba czas zakończyć ten wpis zanim zamieni się on w torebkę życiowych rzygowin. Spróbuje to zakończyć jakimś pozytywnym akcentem. Mój bliźniak będzie mi w tym przeszkadzał ale może go ujarzmię chociaż na tą jedną chwilę. 8 osób to mało. Czasami kontakt z nimi jest tak rzadki, że nawet ta skromna ósemka zdaje się kurczyć, ale wtedy kiedy jest, jestem spokojny. Mogę powiedzieć, że gdyby poza moją rodziną i tą właśnie ósemką, zniknęli wszyscy inni ludzie na świecie, nie poczułbym żadnej różnicy. Bo to właśnie te osoby są częścią mojego obecnego świata i utrata którejkolwiek z nich byłaby równoznaczna z zawaleniem się kolejnego filaru który podtrzymuje mój rozum przed upadkiem w szaleństwo. Jestem dziwnym człowiekiem, co do tego nie mam wątpliwości. Nie jestem ani bohaterem, ani aniołem. Po prostu, żyje swoim tempem, z nadzieją, że ktoś również woli iść spacerem i podziwiać widoki niż biec przed siebie.

      Tak, to dobry moment na zakończenie. Wygląda na to, że oszczędzę dziś sobie guza na głowię.

Opublikowano Ja, Rzeczywistość | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

Światy równoległe i odnajdywanie własnych celów.

Dziś wpadam do Was bo mam do omówienia dwie sprawy. Jedna z nich jest bardziej osobista, druga natomiast dotycząca tego jak może funkcjonować nasz świat. Tak, królik Kinio wraca ze swoimi dziwnymi myślami. Ale po kolei…

—Odnajdywanie własnych celów—
Zacznijmy od tej prostszej sprawy, łatwiejszej do ogarnięcia. Mimo, że opiszę tu krótko swoje własne odczucia, jestem mocno przekonany, że wielu z Was będzie mogło się z tym utożsamić. W lipcu, pisałem o tym, że chce wreszcie zacząć naprawdę kierować swoim życiem, chce przestać przejmować się innymi i za wszelką cenę dążyć do swoich celów. Jest już listopad a ja ani przez moment nie żałowałem swojej decyzji. Dopiero teraz czuje, że robię to co powinienem. Czuje, że jestem na właściwej drodze, nawet pomimo tego, że nachodzą mnie czasami wątpliwości. Wątpliwości dotyczące przyszłości. Nie chciałbym żeby brzmiało to niedorzecznie, albo, że zaprzeczam samemu sobie. Być może z punktu widzenia innej osoby jest to dość dziwne ale właśnie tak się czuje. Żałowanie swoich wyborów a obawianie się konsekwencji tych wyborów to dwie różne rzeczy. Mimo tego, że czasami drżę na myśl o tym gdzie mogę być za kilka lat, nie żałuje tego. To mój wybór, droga którą ja sam wybrałem. Jest to dla mnie prawdopodobnie najważniejszy moment mojego życia.

Trochę jednak zmieniłem temat, nie do końca o tym chciałem mówić. Chciałem poruszyć moment w którym tego wyboru dokonałem. Wielu ludzi zastanawia się „Co powinienem robić? Jaki jest mój cel? Czy żyje tak jak powinienem?”. Sam fakt posiadania takich pytań w swoim umyśle, to już sygnał do rozpoczęcia zmian. Gdy podejmowałem się różnych prac moja uwaga zawsze kierowała się w jedno miejsce. Zawsze wracałem do tego samego punktu… Sztuka. Pracując gdziekolwiek indziej, nie czułem satysfakcji. Wszystkie moje zmysły wrzeszczały, że marnuje swój czas. Byłem naprawdę nieszczęśliwy, chociaż z zewnątrz może nie było to dostrzegane. Z racji tego, że jestem niemalże stuprocentowym introwertykiem, ukrywanie emocji przychodzi mi łatwo. Przez większość czasu tkwię w swojej głowie więc do pewnego stopnia nauczyłem się kontrolować to jakie emocje okazuje innym. Jednak drżenie rąk, ciągłe napięcie, bóle głowy, mimowolna chęć płaczu, wszystko to zawsze wraca gdy tylko odbijam się od tworzenia, i gdy zostaje z tym sam. Sztuka, ilustracje, posiadanie długopisu, pióra, ołówka w dłoni, słuchanie i tworzenie muzyki, nawet pisanie opowiadań, uspokaja mnie, sprawia, że czuje się jak w domu. Co chce przez to powiedzieć to to, że moje ciało i to „wewnętrzne uczucie” zawsze naprowadzało mnie ponownie na właściwą drogę. Nieważne gdzie byłem, co robiłem. Czułem się oderwany od świata, zupełnie jakbym do niego nie należał. Wtedy słyszałem ten cichy głos który tak naprawdę zawsze przy mnie był, słyszałem zawsze te same słowa: „Odejdź stąd, Twoim zadaniem jest tworzenie, chcesz przekazać coś światu, coś niezwykłego, coś Twojego, coś co zainspiruje ludzi”… i nieważne jak mocno starałbym się tego głosu nie słuchać, koniec końców, ten głos wygrywał. Zawsze. Dopiero teraz gdy to zrozumiałem i nauczyłem się go słuchać, mogę powiedzieć, że znalazłem swój cel. Bo on zawsze był z tyłu mojej głowy i czekał tylko aż wyciągnę go na zewnątrz i zacznę o niego dbać. Teraz to wydaje się takie proste…

Więc jeżeli ktokolwiek z Was, zastanawia się nad swoim życiem, nad swoimi celami, posłuchajcie siebie samych. Czasami jest się tak bardzo skupionym na obecnych problemach, zadaniach, że gubi się to co naprawdę jest ważne. Zapytajcie się „Czy jestem szczęśliwy/a?”. Odpowiedź dla każdego będzie inna, ale ona ciągle tam jest, w Was. Wystarczy tylko jej posłuchać i przestać udawać, że jest inaczej.

—Światy równoległe—
Myślicie sobie: „O kurde, zaczyna się Science-Fiction”. Tym razem do pewnego stopnia możecie mieć rację, ale jednak jest to rzecz która dopiero dzisiaj rozkwitła mi w głowie i gdy nad tym myślę, z każdą sekundą ma to coraz więcej sensu. Trochę ciężko będzie mi to opisać, zrozumiałym językiem ale spróbuje. Postarajcie się nie traktować tego jak bajkę. Chce żebyście otworzyli się na różne możliwości. Według mnie to rzecz warta dyskusji, w końcu i tak na 100% niczego nie możemy być pewni a dociekliwość to jedno z narzędzi którymi poznajemy świat.

O opuszczaniu ciała wspominałem już na swoim blogu wielokrotnie. Mam to do siebie, że do wszystkiego podchodzę bardzo sceptycznie i nie popieram ani nie odrzucam czegoś jeżeli nie jestem w stanie tego zbadać. Bardzo podobnie było w przypadku opuszczania ciała, choć wtedy to zjawisko znalazło mnie a nie na odwrót. Po pierwszym świadomym śnie, zacząłem się tym interesować, dokonywać eksperymentów, badałem to na tyle ile byłem w stanie. Dziś nie mam najmniejszych wątpliwości co do prawdziwości tego zjawiska. Nie jestem na tym świecie jedyny, masa ludzi doświadcza tego samego, częściej i wyraźniej. W dodatku, gdy dziś przewijałem się przez relację takich osób dostrzegłem jeden konkretny element który mocno zwrócił moją uwagę i właśnie to chce rozwinąć w tej części wpisu.

Dostrzegłem powiązanie pomiędzy doświadczeniami spoza ciała u dwóch osób. Jak na razie tylko u tych dwóch osób jednak emocje którymi emanowali podczas opisywania tego zdarzenia każą mi sądzić, że jest to szczególnie istotne. O co chodzi? O odnajdywanie w swoich podróżach poza ciałem, samego siebie a nawet… samych siebie. Tak, w liczbie mnogiej. W obu przypadkach śniący był świadkiem spotkania wielu wersji samych siebie i w obu przypadkach stało się to za pomocą lustra. (Cholera, ale to wszystko musi dziwnie brzmieć dla kogoś kto kompletnie nie siedzi w temacie) W lustrze odbijała się nie jedna osoba, lecz wszystkie osobowości śniącego. W pierwszym przypadku, w setkach, w drugim tych osób było tylko pięć. Niczym kopie, robili dokładnie to samo co śniący ale byli jednocześnie innymi i tą samą osobą. W obu przypadkach targały nimi niesamowite emocje, świat astralny swą przejrzystością był porównywalny z jawą. Widząc ich reakcje na to zjawisko, to z jaką pasją o tym mówili, to w jaki sposób wylewały się z nich emocje, zmusiło mnie do myślenia. Zupełnie jakby jedna osoba rozbiła się na mniejsze kawałki i każdy z nich żył swoim życiem ale należał do tej samej istoty.

Naukowcy z różnych zakątków świata od pewnego czasu dopuszczają możliwość istnienia równoległych światów. Jest to obecnie tylko teoria ale właśnie to spowodowało, że nad głową zapaliła mi się lampka. Nie chodzi tu o istnienie innego wszechświata obok naszego ale o jego istnienie… pod naszym wszechświatem, lub nad. Niczym warstwy przekładanego ciasta. Nie myślcie w kategoriach odległości lecz częstotliwości. Można byłoby podpiąć do tego jakąkolwiek inną terminologię, np „Głębokość”, „Faza”, „Poziom dostrojenia”, „Skala”. W świecie fizycznym przemieszczanie następuje wtedy kiedy przechodzimy z punktu A do punktu B, to oczywiste, tą odległość mierzy się w kilometrach, stopach, jardach, wiecie o co chodzi. Wchodzenie w sen odbywa się jednak na zupełnie innej płaszczyźnie. Nie poruszamy się na boki, do góry lub na dół, lecz wgłąb lub na zewnątrz siebie. Łapiecie… prawda?

No więc, powstawanie innych światów równoległych miałoby odbywać się wtedy gdy jednostka dokonuje jakiegokolwiek wyboru. Zawsze gdy w grę wchodzi świadome działanie, jesteśmy w stanie podjąć jedną z dwóch, lub wielu decyzji. Za każdym razem gdy dokonujemy wyboru, żyjemy nim, żyjemy w świecie który istnieje dzięki temu wyborowi. Lecz według teorii światów równoległych, światy które mogły powstać w wyniku podjęcia innego wyboru, nie znikają, one również powstają i trwają. Powstaje rozgałęzienie a my (My, jako jedna osoba) zaczynamy żyć w każdej odnodze tego rozgałęzienia. Nasza świadomość jest jednak zawsze tam gdzie zaprowadził nas nasz wybór. Życie jest ciągłością takich wyborów i nie jesteśmy w stanie przeskoczyć do świata w którym podjęliśmy inny wybór… no właśnie. Czy aby na pewno? Tutaj wszystko wpadło mi na miejsce.

To tylko moja spekulacja ale, co jeżeli opuszczanie ciała, poruszanie się „wgłąb” lub „na zewnątrz” siebie to tak naprawdę przemieszczanie się po różnych warstwach tego ciasta? Co jeżeli posiadamy możliwość przeskoczenia do jednego lub wielu światów równoległych i robimy to właśnie w trakcie snu? Biorąc pod uwagę to jak bardzo rozrosła się nasza cywilizacja, i to, że każda ludzka jednostka ciągle podejmuje decyzje na przestrzeni całego swojego życia, ilość takich powstałych światów równoległych musi być ogromna, wręcz nie do pojęcia. W końcu wiele z naszych decyzji nie oddziałuje tylko na nas ale też na innych. Jeżeli ta teoria jest prawdziwa, wyobraźcie sobie tą olbrzymią pajęczą sieć powiązań i możliwości. Z jednej decyzji robią się 2 ścieżki, następnie 4, następnie 8256… i tak po podjęciu zaledwie dwudziestu wyborów stworzyliśmy 1.048.576 światów równoległych, zakładając, że każda decyzja w każdym świecie odbywała się w tym samym czasie. A tak, czy wspomniałem, że te dwadzieścia wyborów dotyczy jednej osoby? Na świecie żyje około 7.300.000.000 osób w dużym zaokrągleniu. …lol.

Można to pociągnąć o wiele dalej gdyż inne zjawiska pozornie niezwiązane zaczynają nabierać więcej sensu gdy patrzy się na nie właśnie przez pryzmat równoległych światów.
Uczucie Deja Vu, Prekognicja? – Sytuacja miała już miejsce w innym świecie a Ty odbierasz sygnał od swojego Ja które doświadczyło tego zdarzenia sekundy wcześniej.
Duchy? – Świadomość zmarłej osoby, która po opuszczeniu martwego ciała przeskakuje pomiędzy światami bo nie posiada już ciała do którego może wrócić.
Eureka? (Moment olśnienia) – Natychmiastowy i nagły przepływ informacji i kreatywności z innego bądź z wielu innych wcieleń z pozostałych światów.

Wszystko to może brzmieć zwyczajnie głupio, ale po głębszym zastanowieniu, jest w tym coś co mnie przekonuje. Nie jestem w stanie stwierdzić w jaki sposób miałoby się to odbywać ale… opuszczam ciało, a też nie wiem jak to do cholery działa. Po prostu tak jest i to nie jest mój wymysł a faktyczne doświadczenie.

Cóż. To tyle, rozpisałem się. Mam nadzieję, że może pobudziło to Was do myślenia, według mnie warto się nad tym zastanowić. Świat i życie to dwie gigantyczne tajemnice. Po prostu sprawia mi przyjemność, rozmyślanie nad tym. Kto wie, może kiedyś te moje spekulacje okażą się prawdą?

Opublikowano Rzeczywistość | Otagowano , , , , , , , , | Skomentuj

Otwieranie nowego rozdziału.

     Chyba wreszcie nadszedł ten moment w którym dotarły do mnie pewne sprawy. Kiedyś myślałem, że działam zgodnie z tym czego pragnę, że dążę do swojego szczęścia ale tak naprawdę nigdy tak nie było. Myślenie o kierunku w którym chce się pójść a podążanie nim to dwie różne sprawy. Ostatnimi czasy doświadczyłem w życiu pewnych sytuacji które po raz kolejny udowodniły mi, że zbyt często chodzę na ugody, ulegam presji, zaczynam zmieniać poglądy żeby utrzymać wokół siebie względny spokój. Zbyt szybko otwieram się na nowo poznane osoby, zbyt szybko zaczynam im ufać a potem zostaje porzucony. Po raz kolejny, i po raz kolejny. I znowu.

    Wiecie co? Mam tego kurwa dość. Czas zamknąć ten rozdział raz na zawsze. Koniec z kierowaniem się nie swoimi wartościami, koniec z usilnym panowaniem nad całym tym pierdolonym chaosem który wokół siebie mam. Nigdy nie byłem w stanie zmienić świata w taki sposób aby wszyscy byli z tego zadowoleni. Jesteśmy zbyt różni aby było to możliwe. Mam dość dostosowywania się pod zachcianki innych ludzi, mam dość spełniania ich oczekiwań, mam dość życia jak jebany trybik w zegarku tylko po to by mieć wątpliwą nadzieję na lepsze jutro. Jutro nie istnieje. Istnieje tylko dziś i to co z tym teraz zrobię.

    A jak jest teraz? Nie jestem szczęśliwy, i mam serdecznie tego dość. Chce być wreszcie szczęśliwy, chce wziąć życie w swoje ręce a wszystkim osobom które mówią mi, że powinno być inaczej mówię serdeczne „Chuj Ci w dupę”.

    Ponadto, po raz ostatni zawiodłem się na bliskiej osobie. Mam dość przyjmowania tych samych ciosów w kółko. Pierdolę zaufanie. Nikomu już nie zaufam w pełni. Mam dość zmuszania się do wiary w dobroć ludzi i łudzenia się, że „Tym razem może będzie inaczej”. Koniec z naiwnością. Ludzie na których zasługuje i którzy zasługują na mnie będą przy mnie niezależnie od tego gdzie będę, kim będę i w jaki sposób będę kierował swoim życiem. Szczerych związków międzyludzkich nie wyciąga się na siłę, one po prostu są i trwają. Ludzie posiadają jednak tendencje do komplikowania wszystkiego, grania w jakieś pierdolone socjalne gierki, myślimy, że musimy udowadniać swoje uczucia na jakieś dziwne sposoby, najczęściej robiąc to czego chce druga osoba. „Zrób to, żyj tak jak Ci każe a wtedy będę Cię kochać.” Żałosne. Nie chce tego już widzieć. Nigdy.

     Czas to wszystko zakończyć. Jeżeli mam przez to zrazić do siebie wszystkich, niech tak będzie. Chce otworzyć kolejny rozdział. Mój rozdział. Rozdział którego piszę tylko i wyłącznie ja. Pieprze was wszystkich którzy próbujecie wjebać mi się na siłę do mojego opowiadania tylko po to, żeby na nie napluć. Chcecie dalej próbować? Proszę bardzo. Ale tym razem zamiast wycierać kartki swoim rękawem, użyje do tego celu waszych odrażających, kłamliwych pysków i zrobię to bez cienia wątpliwości czy wyrzutów sumienia.

     Natomiast wszystkim innym którzy naprawdę wspierają mnie i moje decyzje a nie tylko udają, że to robią by samemu poczuć się lepiej… Kocham was. Naprawdę. Ciesze się, że ciągle mam w was przyjaciół, że nie kierujecie się opinią większości, tym co „słuszne”, że macie otwarty umysł i potraficie dostrzec wartości inne niż swoje własne. Za to, że potraficie akceptować wolę innych osób. Za to, że jako jedyni nie próbowaliście uczynić mojego życia cholernym bagnem dla swojej korzyści. Gdy będę umierał to właśnie was będę wspominał, cieszył się, że nasze losy się splotły, w taki czy inny sposób.

    Tak więc, to wszystko co chciałem dziś powiedzieć. Musiałem to w końcu zrobić. Należało to wszystko powiedzieć. Językiem szczerym do bólu? Może. Ale tylko tak mogłem to przekazać. Teraz chce już sobie pójść i skupić się na dalszym życiu. Chce już rozpocząć pisanie…

Opublikowano Rzeczywistość | Otagowano , , , , , , | Skomentuj

Myliłem się.

Myślałem, że im więcej razy będę doświadczał wątpliwości, odczucia porzucenia przez bliskich tym lżej będę to znosił.

Myliłem się. Cały czas boli tak samo. Za każdym razem.

Już nie chce… mam dość. Nie chce już wątpić. Chce przestać, przestać myśleć, przestać zadawać sobie pytania, nie mam już na to sił. Chce być w stanie ponownie zaufać. Nie chce już niczego analizować. Chce poczuć, bliskość, podmuch cichego oddechu, gorącą skórę, bicie drugiego serca obok swojego. Tylko tyle.

Proszę o zbyt wiele?

Opublikowano Ja | Skomentuj

Owad na czerwonym materiale.

   Człowiek ma tendencje do zadawania trudnych pytań samemu sobie. Pytań których nigdy by się nie odważył zadać innej osobie. Z różnych powodów, ignorancji, przedwczesnego oceniania, czasem nawet odrzucenia. Zamiast tego myśli, kotłują się wewnątrz Twojej głowy, żrą się nawzajem jak stado wygłodniałych wilków, w tumanach podrywanego piachu. To największy dar świadomego umysłu oraz jego największa słabość i nie ma od tego ucieczki. Ewolucja ciągnie za sznury powoli, nigdy nie szarpie, chwyta swoimi chłodnymi palcami bezbronne stworzenie i metodycznie prowadzi ku nieznanej przyszłości.

    Ale dlaczego mam wrażenie, że ewolucja pociągnęła za niewłaściwy sznur i teraz desperacko stara się to odkręcić? Ale już na to za późno. „Koło” zaczęło się toczyć i z każdą sekundą nabiera prędkości, coraz trudniej je zatrzymać. A zbocze z którego się ono toczy, nie ma dna, prawdopodobnie nigdy go nie miało. Wkrótce, prędkość będzie nieskończona, nic nas nie zatrzyma i wraz z niedefiniowalną wolnością ducha boje się, że zabierzemy ze sobą także niepewność. Teraz jestem malutki, a moje skołatane myśli już teraz usilnie wyrywają się poza granice czasu i przestrzeni. Nie potrafię opisać strachu który towarzyszy mi gdy myślę o przyszłości. Przyszłości w której moje ciało właśnie te granice przekroczy.

    Kompletnie pochłonięty rozważaniami na swój własny temat, wolno stawiałem kroki po żwirowej ścieżce i witałem na skórze powiewy ciepłego wiatru. Uciekłem. Od cywilizacji, od hałasu, od wszechobecnego kłamstwa. Byłem przekonany, że to mnie wyzwoli. Miałem rację ale tylko częściowo. Jest jedna rzecz od której uciec nie mogę. Nie mogę uciec od siebie samego. Z każdym krokiem próbowałem docenić swoje towarzystwo, ale to trudne. Rozmawiałem ze swoim własnym cieniem, jakby był mrocznym bratem bliźniakiem który tylko czeka aby wciągnąć mnie w swoją ciemną przestrzeń. Od czasu do czasu zagadywało mnie także przelatujące ptactwo. W swoim własnym piskliwym języku ale wyraźnie dawały znak, że wiedzą o mojej obecności. W przeciwieństwie do mojego cienia, towarzystwo niższych gatunków zwierząt zapewniało mi ulgę. Czułem jakbym wracał do tego błogiego stanu gdzie wszystko jest proste, konkretne, za każdą akcją stoi wiarygodny, uzasadniony powód. Potrzeba zaspokojenia głodu, bezpieczeństwa i bliskości. Z jakichś przyczyn, widok porośniętych roślinnością torów, również sprawiał mi przyjemność. Może to przeświadczenie, że życie zawsze znajduje sposób by przywrócić porządek. Chciałem wierzyć, że to samo tyczy się mnie.

    Po kilku godzinach powolnego spacerowania wzdłuż torów, dotarłem na stary, zrujnowany przystanek, schowany w gąszczu porastających go traw i kwiatów. Z chęcią odpoczynku, postawiłem na nim stopę i zwróciłem swój wzrok na drewniane deski służące za ławkę. Przystanąłem w bezruchu, wstrzymałem oddech. Leżała tam ciemnowłosa dziewczyna. Zwinięta w kłębek, w nieznacznie zniszczonej bluzie i krótkich dżinsowych spodenkach. Zaraz pod nią, na ziemi leżała czerwona czapka z daszkiem a na czapce siedziała mała biedronka, widocznie naśladująca swoją śpiącą towarzyszkę. Ponownie, w moją głowę uderzył pociąg spekulacji i ciekawości. Zostawić ją w spokoju? A może potrzebuje pomocy? – Myślałem. I zapewne tak bym trwał gdyby nie fakt, że zaczęła powoli otwierać swoje zaspane ślepia, jakby usłyszała trwającą we mnie wojnę rozsądku i gorejących emocji. Podniosła się ospale i skierowała swoje spojrzenie na mnie jak gdyby z zapytaniem: Na co się gapisz? Już wtedy wiedziałem, że moje wewnętrzne rozterki nie miały kompletnie sensu. Postanowiłem więc popłynąć z prądem i zapytałem:
-Mogę tu odpocząć?
    Jej grymas niedowierzania i rozbawienia uznałem za potwierdzenie toteż usadziłem się na drugim końcu ławki i wyciągnąłem nogi przed siebie najdalej jak tylko dałem radę. Potrzebowałem relaksu. Moje myśli może nie potrzebują wytchnienia i mogą wariować przez całą dobę ale moje ciało to już zupełnie inna bajka, każdy krok nieuchronnie przybliża mnie ku rozpadowi. Moja przystankowa współlokatorka skopiowała moją czynność i również wyciągnęła przed siebie nogi, zwinnie omijając przy tym swoją czapkę i śpiącego na niej owada. Myślała, że to będzie zabawne? A może chciała zaprezentować swoje uda? Spojrzałem się na nią odruchowo i uśmiechnąłem mimowolnie więc niezależnie od tego jaki miała powód, udało jej się zwrócić na siebie ponownie moją uwagę.

    Mijały kolejne minuty. Dziesiątki minut, a my siedzieliśmy, bez słów. Obserwowaliśmy jak powoli zapada zmrok, otoczenie zmienia kolor na chłodniejszy a życie milknie. Nie czułem potrzeby wstawania. Co więcej… przestałem myśleć. Zupełnie jakby świat powoli się zatrzymywał a ja razem z nim i było to uczucie piękne. Uczucie którego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Odwróciłem się w kierunku obcej dziewczyny. Patrzyła na mnie i drżała. Prawdopodobnie z zimna. Powoli więc podniosłem się z ławki, przybliżyłem do niej rozpinając suwak swojej bluzy, a następnie ją okryłem. W odpowiedzi, zakręciła lekko głową a następnie chwyciła mnie za koszulkę i ściągnęła na miejsce obok. Nie przeciwstawiałem się, nie miałem powodów, nie czułem niepewności. A ona nie puszczała mojego rękawa. Byłem przekonany, że to zwykła buntowniczka, mentalna nastolatka która chce zrobić na złość rodzinie. W momencie kiedy oparła się wolno na moim ramieniu zdałem sobie sprawę, że się mylę. Ona była taka sama jak ja. Zgubiona we własnej głowie. Pozwoliłem jej na bliskość nie dlatego, że była atrakcyjna, nie dlatego, że emanowała nostalgią do bezproblemowych dni ale dlatego, że w swojej obecności czuliśmy się jak jedno ciało. Potrzebowałem jej. Od zawsze chciałem żeby tu była. Ale w nawale monologów prowadzonych z własną duszą ciężko jest się zatrzymać, ciężko jest zobaczyć jak naprawdę jest. Zamiast objąć ukochaną osobę wolimy oddać się wątpliwościom, pisaniu nierealnych scenariuszy czy planowaniu następnego dnia. A więc, przestałem myśleć. Zacząłem czuć. Nie potrafię powiedzieć jak długo tak siedzieliśmy. Nie chce tego wiedzieć. Byłem szczęśliwy.

    Dwa małe czerwono czarne owady, rozciągnęły swe małe skrzydła i poderwały się do lotu, opuściły swoje materiałowe siedzisko i udały się w kierunku kiwających się drzew. Drzew na tle śpiącego księżyca.

Opublikowano Mówiąc poetycko | 2 komentarzy